Jak wychować Jack Russell Terriera?

O rasie

Nie będę się tutaj rozpisywać, skąd pochodzi taki skarb jak ja, ale wierzcie mi – płynie we mnie iście królewska krew. Moi przodkowie pochodzą z Anglii, więc mam nadzieję, że rozumiecie, że należy mi się szacunek i dużo smaczków. Nie będę zdradzać swojej wagi, bo kobiet się o to nie pyta, ale powinnam ważyć ok.6 kg i być wysoka na ok.30 cm. Powiem tylko, że mieszczę się w tych wymiarach. Moje ubarwienie jest w dużej części białe, z brązowo-czarnym pyskiem i dwoma czarnymi kropkami na ciele (prawda, że są gustowne?). Ja i moja rodzina możemy być rasą krótkowłosą (to moja), złamaną (to mojego byłego chłopaka) i szorstkowłosą (to mojej konkurentki 🙂

Powiem Wam jeszcze, że wiele się mówi o naszym charakterze. Jesteśmy znani ze swojego radosnego usposobienia, ogromnej inteligencji i dużej aktywności. Dodatkowo cechuje nas upór i ogromna miłość do właściciela, czyli moja do matki <3

Zachowanie

Jestem mądrym psem. Lubię się uczyć nowych sztuczek, zabaw, a także słów. Ponoć psy rozpoznają ok.150 słów, ale mnie się wydaje, że są to brednie, ponieważ ja ich znam tysiące, a może nawet miliony. W końcu piszę dla Was tego bloga, a to wymaga nie lada wiedzy i umiejętności. Niestety nie zawsze moje życie było tak kolorowe. Wyznam Wam mój sekret. Byłam uzależniona. Od piłek. <Piłka! Ktoś powiedział PIŁKA??!!> Ponoć często bywałam w amoku, do tego stopnia, że ugryzłam aż 4 psy. Każdy był ode mnie większy, z czego tylko jeden mi oddał. Matka zadecydowała wtedy, że czas na odwyk.

Odwyk

Jeśli myślicie, że byłam zamknięta w domu bez piłek, tzn.klamek to się mylicie. Chodziłam na terapię behawioralną. Najpierw miałam indywidualne spotkania. Pani przyjechała odwiedzić mnie w domu. Wyobraźcie sobie, że przywiozła smaczki, więc trochę się polubiłyśmy. Wypytywała matkę i tateła o moje zachowania. A ja chciałam się z nią bawić, przynosiłam jej piłki <jak ja za nimi tęsknię>, piszczące kostki, a także moich przyjaciół – jamnika z Ikea oraz celebrytę Maxa z „Sekretnego życia zwierzaków domowych”. Na tym etapie zakończyła się nasza sympatia, ponieważ Pani M. (tak ją nazwałam) powiedziała, że jestem narkomanką, a moi starzy dają mi narkotyki. Rozumiecie? Od tej pory zapanowała wojna.

Spotkania indywidualne

Matka poszła na całość i od razu wykupiła mi cały pakiet spotkań. Terapię rozpoczęłam od spotkań indywidualnych. Czy robiłam coś ciekawego? No tak! Dostawałam mnóstwo smaczków, za każde prawidłowo wykonane ćwiczenie, więc się bardzo starałam. Pani M. była ze mnie ogromnie dumna, uczyła mnie też nowych słów np.”koniec” – gdy kończyłyśmy zabawę, „zostań” – gdy miałam leżeć i czekać w wyznaczonym miejscu, „suseł” – gdy miałam udawać surykatkę. Później wraz z matką i tatełem poszliśmy na spacer. I to było najgorsze.

Przechodziliśmy obok strasznej, osiedlowej ulicy, gdzie jeździły samochody, szczekały psy i było głośno. Myślałam, że Pani M. chce mnie uprowadzić, więc stanęłam na środku ulicy i nie drgnęłam nawet na moment. A ona szarpnęła moją obrożą (rozumiecie?!). Matka prawie się popłakała, bo to jest beksa na krzywdę zwierząt, ale tateł był niewzruszony i nawet mnie nie ratował. Zostawił mnie na pastwę losu. Pani M. powiedziała, że nie umiem chodzić na smyczy, jestem strachliwa, mam traumę i nie umiem się zachować w miejscu publicznym. Kazała moim psim rodzicom ze mną pracować. I zaczęła się żmudna praca nad moim zachowaniem.

Praca w domu

Myślałam, że będzie gorzej. Natomiast polubiłam te ćwiczenia. Wiecie czemu? Dostawałam za nie smaczki lub głaski. Cała procedura detoksu rozpoczęła się od schowania wszystkich piłek. Myślicie, że było łatwo?! Nie, bo miałam ich chyba z 200 🙂 Pierwsze dni były ciężkie. Stałam z podwiniętym ogonem, biorąc matkę na litość, jednakże nic to nie dało. Ona jest jednak twardą sztuką.

Od tego momentu moje zabawy wyglądały zupełnie inaczej. Przede wszystkim bardzo dużo niuchałam. Moja ulubiona zabawa polegała na tym, że matka zamykała mnie w sypialni, a w salonie chowała smaczki, w różnych miejscach, nawet takich, w których się nie spodziewałam. Na komendę „szukaj” rozpoczynałam zabawę. Kolejnymi ćwiczeniami były ćwiczenia wyciszające. Miały one na celu szybkie wyjście z trybu zabawy i przejść do trybu odpoczynek. Nauczyłam się komendy „koniec”. Kiedy ją słyszę, odkładam zabawkę i kładę się lub siadam. Matka jest dumna.

Zajęcia w plenerze

Po kilku tygodniach pracy indywidualnej i ćwiczeniach w domu mogłam uczestniczyć w zajęciach w plenerze. Ich celem było rozproszenie mojej uwagi i skupienie jej na komendach matki. Nie będę się tutaj rozpisywać, ale nie przeszłam testu. Pani M. powiedziała, że przede mną długa droga, mnóstwo nauki i kolejnych spotkań indywidualnych. Matce powiedziała, że jej nie zależy i ja to czuję. Było nam po prostu przykro. Wróciłyśmy do domu i już nigdy nie poszłyśmy na te zajęcia.

Podsumowanie

Przez ostatnie pół roku pracowałam z matką i tatełem, słuchałam ich poleceń i grzecznie je wykonywałam. Obecnie potrafię się wyciszyć, położyć, daje się głaskać, ładnie się bawię, nie gryzę się z innymi psami i umiem być cierpliwa. Uważam to za ogromny sukces. Za miesiąc kończę 4 lata i cieszę się, że jestem coraz grzeczniejszym psem.

Czy polecam behawiorystę? Raczej tak. Metamorfoza jest niesamowita 🙂

Comments (0)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *