Oto Lusia – moja kuzynka

No i stało się. Nasza rodzina powiększyła się o nowego psa. Już nie jestem jedyna, nie dostaję najwięcej zabawek i całusów, bo zaledwie tydzień temu pojawiła się ona – Lusia – pies ciotki. Mały, gruby Beagle o słodkim spojrzeniu zrzucił mnie z piedestału.

Zapoznanie

Jako starsza kuzynka, poznałam ją praktycznie od razu, kiedy przyjechała do nowego domu. Podróż miała długą, bo pochodzi spod Warszawy, a jak wiadomo Krakusy i Warszawiaki nie zawsze żyją w zgodzie. Zobaczymy.

Nasze pierwsze zapoznanie było dziwne, bo się mnie bała. Rozumiecie? Od razu wiedziała kim jestem i że należy mi się respekt. Chciałam się z nią pobawić, ale nie wykazywała żadnego zainteresowania poza spaniem i spaniem. Jednym słowem przespała cały wieczór, noc i pół poranka.

Drugi dzień

Kolejny dzień to kolejne wyzwanie dla mnie, aby poznać tego małego grubasa. Tego dnia również głównie spała oraz wgapiała się we mnie jak zahipnotyzowana. Śledziła każdy mój krok, więc robiłam różne głupoty np. targałam matkę za nogawkę, szczekałam na nią i skakałam po meblach. Hihihi. Jednak moi psi rodzice są spoko, bo nie skupiali całej swojej uwagi na szczeniaczku, a też interesowali się mną. Byłam wygłaskana, wybawiona i najedzona. Dodatkowo matka kupiła mi nową piszczącą zabawkę. Pewnie na otarcie psich łez. Po kilku godzinach Lusia zaczęła jednak trochę gwiazdorzyć i UKRADŁA mi zabawkę, którą wcześniej sama jej zabrałam. Ponoć od początku była jej, ale bez przesady – ze mną się nie podzieli?!

Wtedy nastąpił przełom w moim psim życiu i pozwoliłam bawić się jej moją zabawką i zabierałam ją dopiero jak ona się nią znudziła. Jakbyście widzieli miny moich rodziców, to wierzcie mi – było warto. Byli dumni, tak jakbym dostała Nobla.

Kilka dni później

Z racji tego, że Lusia to mały szczeniaczek o grubiutkich łapkach i słodkim (stwarzającym pozory aniołka) pyszczku, jej rodzice chcieli iść do kina i zostawić ją z kimś dorosłym. Padło na mnie. Luśka pierwszy raz przyjechała do mojego domu. Przywiozła ze sobą swoje zabawki, więc nie musiała podkradać moich, ale oczywiście było inaczej i zainteresowała się moimi małymi, miękkimi piłkami z piszczałkami, grzechotkami i sznurkami. Nie protestowałam, ponieważ szybko przywłaszczyłam sobie jej piłkę i czerwonego pieska (wiecie, że mam takiego samego, ale żółtego i dwa rozmiary większego?)

Co było później? Zabawy i harce. Serio. Bawiłyśmy się dobre 3 godziny, z 15 minutową przerwą na odpoczynek. W tym celu musiałam się schować pod łóżko, bo Luśka nie dawała mi ani minuty na złapanie oddechu, a jak stałam w miejscu to szczekała na mnie. Jeśli kojarzycie jak brzmi szczek szczeniaka, to wiecie, że są to wysokie decybele. Nie na moje wielkie uszy.

Obecnie

Dziś mija tydzień odkąd Luśka jest z nami. Widujemy się często i zawsze ładnie bawimy w gryzienie. Matka jest dumna, bo to pierwszy piesek, którego nie chcę zjeść i dzielę się z nią moimi zabawkami. Pijemy razem z jednej miski i leżymy dotykając się dupkami, jednakże matka jest tylko moja i pilnuję, aby Luśka sobie jej nie przywłaszczała.

Tymczasem zostawiam Was z jej zdjęciami. Nie zakochajcie się i niech Was nie zwiedzie ten słodki pyszczek. Jest to diabeł wcielony.

Jeśli chcecie śledźcie nas na Insta, pewnie będzie się tam pojawiać i zabierać mi folołersów 😉 https://www.instagram.com/elmathedog_pl/?hl=pl

Comments (0)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *